Anna Onichimowska


o mnie
książki

• ważniejsze publikacje

• spolszczenia i antologie

• wydania obcojęzyczne

• książki czytane

• recenzje

• zapowiedzi


scenariusze

trofea

kontakt

przyjaciele
fotografie


 

 

Gdybym miał konia

Krzysztofa Pączka droga do sławy

Duch starej kamienicy

Daleki rejs

Dobry potwór nie jest zły

Samotne wyspy i storczyk

Żegnaj na zawsze

Trudne powroty

Najwyższa góra świata

Dzieci zorzy polarnej

Koniec świata i poziomki

Aleksander

Gdzie jesteś, tatusiu?

Tam, gdzie wiedźma leci w piaskowej zamieci

Zasypianki na każdy dzień miesiąca

Sen który odszedł

Maciek i łowcy duchów

Hera moja miłość

Lot Komety

O zebrze, która chciała być w kwiatki

O jeżu, który znalazł przyjaciela

Tajemnice Początku. Mity o stworzeniu świata.

Żółta zasypianka

Wieczorynki z kotem Miśkiem

Bliscy nieznajomi

Daleko czy blisko

O żyrafach, które chciały zobaczyć śnieg

Wieczorynki z żółwiem Antosiem

O kangurku, który został listonoszem

Dzień czekolady

Dziesięć stron świata

Wieczorynki z Wielką Kaczką

Trzecie oko

Galaktyczni szpiedzy

O zwierzaku, którego nie było

Piecyk, czapeczka i budyń

Kiedy byłam mała / Kiedy byłem mały

Demony na smyczy

Gdybym była chłopcem / Gdybym był dziewczynką

O kocie, który został czarodziejem

Koniec gry

Czas meteorów

Pomiędzy

Tajemnica Malutkiej

Zupa z gwoździa

Osiem metrów niespodzianki

Za szafą

Prawie się nie boję

Z głową pod dywanem

Będę biegać

 

 

 

seria W lesie Marcina
Arkady 2004, il. Joanna Sedlaczek

 


fragment:

Wydawało mi się, że Dorota zasnęła, więc podszedłem na palcach do zapalonej lampki.
Nie gaś światła – mruknęła moja siostra, nie otwierając oczu. Ona ciągle boi się ciemności, pomyślałem. Trzeba coś z tym zrobić. I kiedy następnego dnia usiedliśmy do rysowania naszego lasu, nad drzewami zawisło granatowe niebo.
Będzie burza? - szepnęła Dorota, przysuwając się do mnie bliżej, na wszelki wypadek.
Nie - pokręciłem głową. - Po prostu się ściemnia.
Narysowałem jednak księżyc w pełni i sporo gwiazd. A potem, w smudze księżycowego światła, dużego jeża.
On idzie spać? - spytała Dorota.
Jeż wyciągnął ryjek i spojrzał wprost na nas.
Dopiero wstałem! - fuknął. - Nie macie czasem jakiegoś sera?
Dorota sięgnęła szybko po żółtą kredkę.
Wolę biały - zaprotestował jeż i zniknął w krzakach.
Pobiegłbym za nim, ale Dorota trzymała mnie mocno za rękę. Drugą sięgała po kolejny karton. I zaraz zabłysło na nim słońce i wyrosła sosna, do samego nieba. Zanim zdążyłem rozejrzeć się dokoła, na gałęzi przysiadł kolorowy dzięcioł. Walił w pień cienkim dziobem.
Przestań wreszcie! - rozległo się zza krzaków.
Nie wiadomo, czy dzięcioł dosłyszał, czy nie, hałasował jednak z nie mniejszym zapałem.
Oka nie można zmrużyć! - rozpoznaliśmy głos jeża.
Dzięcioł przerwał swoje zajęcie i przekrzywił łebek.
Kto śpi o tej porze?! - zdziwił się, przeskakując na niższą gałązkę.
Ja - przyznał jeż. Głos dochodził zza splątanych zarośli.
W przeciwieństwie do nas, dzięcioł sprawiał wrażenie, że widzi go bez kłopotu.
Ale fajne kolce! - powiedział z podziwem. - Ile ich masz?
Nie wiem... - Ziewnął jeż. - Jeśli masz ochotę, możesz je policzyć.

 

 

Design Marta Maro