Anna Onichimowska


o mnie
książki

• ważniejsze publikacje

• spolszczenia i antologie

• wydania obcojęzyczne

• książki czytane

• recenzje

• zapowiedzi


scenariusze

trofea

kontakt

przyjaciele
fotografie


 

 

Gdybym miał konia

Krzysztofa Pączka droga do sławy

Duch starej kamienicy

Daleki rejs

Dobry potwór nie jest zły

Samotne wyspy i storczyk

Żegnaj na zawsze

Trudne powroty

Najwyższa góra świata

Dzieci zorzy polarnej

Koniec świata i poziomki

Aleksander

Gdzie jesteś, tatusiu?

Tam, gdzie wiedźma leci w piaskowej zamieci

Zasypianki na każdy dzień miesiąca

Sen który odszedł

Maciek i łowcy duchów

Hera moja miłość

Lot Komety

O zebrze, która chciała być w kwiatki

O jeżu, który znalazł przyjaciela

Tajemnice Początku. Mity o stworzeniu świata.

Żółta zasypianka

Wieczorynki z kotem Miśkiem

Bliscy nieznajomi

Daleko czy blisko

O żyrafach, które chciały zobaczyć śnieg

Wieczorynki z żółwiem Antosiem

O kangurku, który został listonoszem

Dzień czekolady

Dziesięć stron świata

Wieczorynki z Wielką Kaczką

Trzecie oko

Galaktyczni szpiedzy

O zwierzaku, którego nie było

Piecyk, czapeczka i budyń

Kiedy byłam mała / Kiedy byłem mały

Demony na smyczy

Gdybym była chłopcem / Gdybym był dziewczynką

O kocie, który został czarodziejem

Koniec gry

Czas meteorów

Pomiędzy

Tajemnica Malutkiej

Zupa z gwoździa

Osiem metrów niespodzianki

Za szafą

Prawie się nie boję

Z głową pod dywanem

Będę biegać

 

 

 

Świat Książki 2007, il. Anna Kaszuba-Dębska

Literatura 2015, il. Emilia Dziubak

II miejsce w Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren, 2007

Monika chciałaby być stara - mieć dwadzieścia pięć albo nawet dwadzieścia siedem lat. Byłaby wówczas bogata
i uciekłaby do krainy Hula. Dawid postanawia zrobić wszystko, aby spełnić jej marzenia i przenieść ją w czasie. Pomaga mu w tym trójkolorowa kotka Zuzia. Czy mu się to uda i kogo spotka na swojej drodze?
Książka nagrodzona w Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren, zorganizowanym przez fundację ABCXXI Cała Polska czyta dzieciom.

 

 


recenzja >


recenzja >


 

fragment:

Dzień deszczu

Obudziło mnie stukanie kropelek o blaszany dach. Czułem, że jest już rano, ale wciąż nie chciało mi się otwierać oczu. Chodziły mi po głowie resztki snu. Siedziałem po turecku na skorupie olbrzymiego żółwia, a pod nami przewalały się morskie fale. Gdzieś daleko majaczyła wyspa. Zbliżaliśmy się do niej w błyskawicznym tempie. Pod samotną palmą widziałem coraz wyraźniej podrygującą w takt stukotu deszczu postać. Miała na sobie spódniczkę z kolorowych paseczków.
Monika! Monika!!! - wołałem, ale pewnie mnie nie słyszała.
To jest jej babcia - mruknął żółw i zaczął się zanurzać.
Nie umiem pływać, przestraszyłem się, podnosząc głowę znad poduszki.
Z komina żółtego domku unosił się dym, nie wysoko, jakby niskie chmury pakowały go z powrotem do środka. Otworzyłem okno. Deszcz pachniał łąką, grzybami, i mokrą sierścią. Dziewczynka w niebieskiej pelerynie huśtała się na wysokiej huśtawce. Przysiągłbym, że jeszcze wczoraj huśtawki nie było.
Spadła z deszczem - powiedziała Monika, kiedy stanąłem przy jej płocie. - W nocy. Możesz też usiąść, jeśli chcesz... - Zatrzymała huśtawkę.
Furtka skrzypnęła i już po chwili brnąłem przez wysokie trawy. Usiadłem obok Moniki na szerokiej desce, wiszącej na grubych sznurach. Kiedy spojrzałem w górę, aż zakręciło mi się w głowie. Była przymocowana do najwyższej gałęzi sosny. Huśtaliśmy się, piszcząc trochę ze strachu, a trochę z radości. Przestałem piszczeć dopiero ze zdziwienia.
Kotka siedziała w rozwidleniu jabłonki. Nie widziałem jej ani wczoraj wieczorem, ani rano i już zaczynałem się niepokoić.
Napełniłem ci miseczki. Stoją tam gdzie zwykle, przemawiałem w myślach. Po co mokniesz, schowaj się na werandzie...
Monika podążyła za mną wzrokiem, ale chyba jej nie zauważyła. Przestała machać nogami, więc ja też przestałem i huśtawka zatrzymała się.
Potem szukaliśmy pieczarek na łące, a ja opowiadałem Monice swój sen.

Dzień gniewu

Wystarczyło, że wiedziałem gdzie jest, aby się nie niepokoić.
Dlaczego wołasz do niego "Zuzia"? - denerwowała się mama.
Tak miała na imię moja siostra. Zanim nie odeszła na zawsze. Nikt nigdy nie używał słowa "umarła", chociaż to wszyscy mieli na myśli.
Gdybym wiedział, że ktoś mnie słyszy, nie wołałbym kotki. Bo to była ona, a nie żaden on.
Nie odpowiedziałem mamie, a ona nie nalegała. Dopiero dużo później, kiedy pomagałem jej robić knedle, wyjaśniłem:
Jak kot ma futerko w trzech kolorach, to znaczy że jest dziewczyną, wiesz?
Dziewczyną?! - Mama zmarszczyła brwi.
To znaczy kotką... - poprawiłem się niechętnie.
Niepotrzebnie wróciłem do tej sprawy, ponieważ mama rozgniewała się nagle:
Przymykam oczy na to, że go... ją - poprawiła się - dokarmiasz. Ale zabraniam ci tak ją nazywać. Zrozumiałeś?! - Odwróciła się gwałtownie i wybiegła z kuchni, mimo że dopiero zaczęliśmy wsypywać do śliwek cukier z cynamonem.
Wtedy ja się rozgniewałem. Tak bardzo, aż wysypałem na podłogę wszystkie śliwki, i te już nadziane i te puste. A potem zacząłem po nich deptać, tak długo, aż zamieniły się w lepką maź. A potem pośliznąłem się na tej mazi i rozwaliłem sobie łokieć o taboret. Jeszcze leżałem, zlizując z ręki krew i śliwki, jak wróciła mama.
Mój boże - powiedziała tylko, a potem się rozpłakała. A ja razem z nią.

Dzień Moniki

Jutro są urodziny Moniki - powiedziała mama. - Spotkałam w sklepie jej ciocię. Zaprosiła nas na podwieczorek. Musimy kupić prezent. Masz jakiś pomysł?
Tak. - Kiwnąłem głową, a potem pojechaliśmy do miasteczka.
W żadnym sklepie jednak nie było spódniczek do tańców hula. Chciałem, żeby Monika miała nową, w innych kolorach, na zmianę.
W pierwszym sklepie pani sprzedawczyni akurat piła kawę i jadła drożdżówkę. Wcale nam nie odpowiedziała, tylko wybałuszyła oczy i pokręciła głową. W drugim dowiedzieliśmy się, że nigdy czegoś takiego nie mieli, a w trzecim pani zza lady spytała nas, jak to się tańczy. Próbowałem jej pokazać, ale wtedy do sklepu wszedł jakiś pan, zrobiło mi się głupio i uciekłem.
Więcej sklepów w naszym miasteczku nie było. W końcu zamiast spódniczki zdecydowałem się na globus. Najbardziej podobał mi się podświetlany od środka, ale był za drogi, więc kupiliśmy normalny.
U Moniki oprócz nas była jeszcze jedna dziewczynka - Julia, ze swoją mamą. Miała na sobie dżinsową sukienkę, żuła gumę i ciągle naciskała guziczki play station. Wcale nie zwracała na nas uwagi.
Kto to jest? - szepnąłem Monice do ucha.
Córka koleżanki mojej cioci... - odszepnęła. - Ciocia ją zaprosiła, żebym miała jakieś towarzystwo. Ale ona jest z innej planety.
To wy jesteście z innej planety! - wykrzyknęła dziewczynka i pobiegła do swojej mamy.
Oglądaliśmy z Moniką globus, obracając go na wszystkie strony. Rozmawialiśmy trochę o innych planetach, a trochę o naszej.
Gdzie mieszka twoja babcia? - spytałem, a Monika postukała palcem w globus.
Przyglądałem się malutkiej plamce na niebieskim oceanie. A potem poprosiłem Monikę, żeby założyła swoją spódniczkę hula. Zauważyłem, że trzyma ją w plecaku, a kiedy spytałem dlaczego, odpowiedziała, że wkrótce wyjeżdża. Zrobiło mi się okropnie smutno.
Dopiero niedawno przyjechałaś - powiedziałem. - Nie podoba ci się tutaj?
Podoba. - Pokiwała głową i zaczęła tańczyć. - Ale tęsknię za babcią.

 

 

Design Marta Maro