Anna Onichimowska


o mnie
książki

• ważniejsze publikacje

• spolszczenia i antologie

• wydania obcojęzyczne

• książki czytane

• recenzje

• zapowiedzi


scenariusze

trofea

kontakt

przyjaciele
fotografie


 

 

Gdybym miał konia

Krzysztofa Pączka droga do sławy

Duch starej kamienicy

Daleki rejs

Dobry potwór nie jest zły

Samotne wyspy i storczyk

Żegnaj na zawsze

Trudne powroty

Najwyższa góra świata

Dzieci zorzy polarnej

Koniec świata i poziomki

Aleksander

Gdzie jesteś, tatusiu?

Tam, gdzie wiedźma leci w piaskowej zamieci

Zasypianki na każdy dzień miesiąca

Sen który odszedł

Maciek i łowcy duchów

Hera moja miłość

Lot Komety

O zebrze, która chciała być w kwiatki

O jeżu, który znalazł przyjaciela

Tajemnice Początku. Mity o stworzeniu świata.

Żółta zasypianka

Wieczorynki z kotem Miśkiem

Bliscy nieznajomi

Daleko czy blisko

O żyrafach, które chciały zobaczyć śnieg

Wieczorynki z żółwiem Antosiem

O kangurku, który został listonoszem

Dzień czekolady

Dziesięć stron świata

Wieczorynki z Wielką Kaczką

Trzecie oko

Galaktyczni szpiedzy

O zwierzaku, którego nie było

Piecyk, czapeczka i budyń

Kiedy byłam mała / Kiedy byłem mały

Demony na smyczy

Gdybym była chłopcem / Gdybym był dziewczynką

O kocie, który został czarodziejem

Koniec gry

Czas meteorów

Pomiędzy

Tajemnica Malutkiej

Zupa z gwoździa

Osiem metrów niespodzianki

Za szafą

Prawie się nie boję

Z głową pod dywanem

Będę biegać

 

 

wyd. Ezop, 2012
opracowanie graficzne: Anna Niemierko

Intrygująca, momentami nieodparcie śmieszna lektura.
O ludziach i ich poplątanych relacjach ze sobą i wszystkim, z czym można wejść w relacje – guziczkiem, niedopałkiem w bibułce, drugim człowiekiem czy wielką dynią.
Celne, zwięzłe, świetnie spointowane opowiadania Anny Onichimowskiej niepokoją, balansując na cienkiej granicy pomiędzy tym, co "normalne", a tym, co już niekoniecznie.


Jakie książki położę pod choinkę
Świąteczne rekomendacje literackie od autorów nowego numeru "Książek. Magazynu do czytania".
Zaczyna Mariusz Szczygieł
Dla nas


Popularna pisarka dla dzieci i młodzieży – tym razem dla
dorosłych. Moja grupa krwi! Onichimowska uważa bowiem, że jak coś możesz opowiedzieć krócej, to po co dłużej? Dlatego jej 20 skondensowanych opowiadań połknąłem jak pastylkę z magnezem przy śniadaniu.
Singielce rodzi się niemowlę z wąsami. Mężczyzna wchodzi w relację z dynią-gigantem, którą na noc musi okrywać kołdrą. Podczas wczasów w Turcji małżeństwo z Polski kupuje latający dywan. Nastolatek, który chce zabić kobietę, zostaje przez nią zaproszony na schabowego z frytkami. Staruszka z domu starców uważa za swoją córkę przypadkowo spotkaną kobietę, a ta wchodzi w rolę...
Każdy pomysł autorki na opowiadanie jest efektowny, a po
dojściu do ostatniego zdania okazuje się jeszcze mądry.
Wieloznaczne i zaskakujące historie, które tworzy Onichimowska, są o... Są o wielu rzeczach, których nie umiem zdefiniować.
"Pozycję polecam gorąco dla każdego, kto nie czuje się do końca szczęśliwy i nie potrafi powiedzieć, dlaczego tak jest" - napisała o "Pomiędzy" jedna blogerka książkowa. Ja też nie czuję się do końca szczęśliwy, potrafię jednak powiedzieć, dlaczego tak jest – i także mi się podobało. Powiem więc jedno: to piękna książka.
Jest coś w lekkości pisania Onichimowskiej z Kazuo Ishiguro, głośnego w końcu pisarza, ale powiem Państwu szczerze, niech się Ishiguro ze swoimi opowiadaniami przy Onichimowskiej schowa.
Pani Anno, może po 42 książkach dla dzieci i młodzieży, porzuci ich pani i zacznie już pisać dla nas?


EMPIK poleca
"Pomiędzy"

Świeża, intrygująca i zaskakująca, odrobinę szalona. Wywołująca salwy śmiechu, jak i momenty zadumy nad naszym życiem. Autorka w krótkich opowiadaniach opisuje współczesną kondycję człowieka, skomplikowana naturę relacji międzyludzkich, panujących w świecie, w którym trudno jest zrozumieć cokolwiek, a szczególnie drugą osobę. Polecam!
Katarzyna Daukszewicz, empik, Olsztyn



recenzja >


recenzja >


recenzja >


recenzja >


recenzja >


recenzja >


recenzja >


rozmowa >


recenzja >


recenzja >


recenzja >


recenzja >


recenzja >


 

fragment:

Mężczyzna i kobieta

- Jesteś gotowa? – Był już przy drzwiach.
- Zostanę w domu.
Mężczyzna przestraszył się. Musi być chora, pomyślał.
Krzątała się przy kuchni.
- Co ci jest? – Stanął w progu.
- Nic. – Potrzasnęła głową. – Po prostu nie chce mi się biegać.
- Jak to "nie chce"? Przecież postanowiliśmy biegać codziennie. Bez względu na pogodę.
- No tak – przyznała. – I biegałam codziennie przez… - zmarszczyła brwi, licząc - dwa lata, trzy miesiące i cztery dni. Z krótkimi przerwami na grypę i takie różne.
- Dlatego od razu przyszło mi do głowy, że coś cię boli.
- Nic mnie nie boli, nie martw się. No, biegnij już…
- Nie rozumiem. – Przysiadł zrezygnowany na krześle.
To był ich codzienny rytuał. Wracali z pacy o zbliżonych porach, przebierali się w dresy i biegli do lasu. Po powrocie brali prysznic – on pierwszy, bo krócej. Wspólnie jedli wczesną lekkostrawną kolację – pilnowali się nawzajem, aby trzymać linię i żyć zdrowo. Zdarzało im się wychodzić wieczorami – razem lub oddzielnie, byli w stosunku do siebie tolerancyjni i nie miewali rozbudowanego poczucia własności.
- Jeśli będzie ci z tym lepiej, wyobraź sobie na przykład, że jestem przeziębiona. – Kobieta roześmiała się.
- Co będziesz robić? – spytał po chwili. Wciąż siedział, chociaż o tej porze przekraczał zwykle linię dzielącą asfalt od drogi gruntowej.
- Piec szarlotkę. Dietetyczną – dodała, mrugając do niego porozumiewawczo.
- Czy to znaczy, że zrezygnowałaś? Że nie będziesz już biegać?
- To znaczy tylko, że nie pobiegnę dzisiaj. Nie wiem, co będzie jutro.
- Zawsze wiedziałaś.
- No tak, ale coś się we mnie zmieniło.
- Dlaczego?
- Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Czy to takie ważne? Nie stwarzaj problemu, gdzie go nie ma.
Oddaliła się od niego wyciem blendera, więc podniósł się niechętnie i wyszedł z domu.
Biegało mu się gorzej niż zwykle. Mijał znajome z widzenia osoby, które przemierzały o tej samej porze tę samą trasę. Mimo że czas miał niezły, nie cieszyła go ani własna forma, ani jesienne słońce, wiszące nisko nad polami. Był już poza lasem, wkrótce wbiegnie na ich ulicę. Przypomniał sobie, że kiedyś bardzo lubił szarlotkę.
Natychmiast po wejściu poczuł słodki zapach. Żona leżała na kanapie, czytając gazetę.
- Jak było? – spytała, nie odsłaniając twarzy.
- Normalnie. Idę się wykąpać – oznajmił.
- Wziąć prysznic – poprawiła go.
- Wskoczę do wanny. Nie muszę się spieszyć, no i skoro wybrałaś kanapę, należy mi się podwójna ilość wody.
Kobieta usiadła.
- Nie powiedziałam ci jeszcze, że ma wpaść Kuba z dziewczyną.
- Po co?
- Normalnie, pogadać.
Nie umiem z nimi rozmawiać, pomyślał.
- Będą na kolacji?
- Raczej później. Poczęstuję ich szarlotką.
- Czy trochę się nie przypala?
Zapach nie był już aż tak przyjemny jak na początku.
Kiedy ona rzuciła się do kuchni, napełnił wannę.
To było przyjemniejsze od pospiesznego prysznica. Właściwie mogłaby przestać biegać na dobre, pomyślał.
Dziś była jego kolej szykowania posiłku, zaplanował sałatkę z kurczakiem, co nie powinno zająć mu więcej niż dwadzieścia minut. Radził sobie w kuchni co najmniej równie dobrze jak żona. Leżąc w gorącej wodzie, myślał o książce, którą chciał czytać dziś wieczorem i czuł rosnącą irytację. Postanowił spędzić z gośćmi nie więcej niż godzinę, a potem uciec do swoich zajęć.
Szarlotka miała lekki posmak spalenizny, ale nadawała się do jedzenia.
Siedzieli, popijając herbatę i porto. Kobieta włączyła muzykę, jak zwykle country, chętnie by przestawił na jazz, ale ona była pierwsza. No i byli to jej goście. Skoro nie lubisz moich, mawiała, nie mam nic przeciwko temu, abyś sam kogoś zaprosił. Nie o to chodzi, że nie lubię, myślał, przenosząc wzrok z Kuby na jego dziewczynę i odwrotnie, opowiadali o problemach w pracy, szef to, szef tamto, tylko rzadko mnie obchodzi, co mają do powiedzenia. Miał świadomość, że mógłby spróbować przejąć ster rozmowy, skierować ją na inne tory, ale na samą myśl czuł znużenie. Chyba po prostu nie jestem towarzyski, wyjaśnił niedawno żonie. Zawsze taki byłem.
- Ile kilometrów dzisiaj przebiegliście? – zagadnął Kuba.
Chce mnie wciągnąć do rozmowy, pomyślał mężczyzna. Mimo że pytanie sformułowane było w liczbie mnogiej, patrzył na niego.
- Pięć, jak zwykle – odpowiedział.
- Ja zero – sprostowała żona.
Przyznanie się do tego, niejako publicznie, utwierdziło go w przekonaniu, że dojrzewa w niej coś, czego nie znał i czego podświadomie obawiał się od chwili, kiedy postanowili być razem. Na dobre i złe.
- Co się stało? Przestałaś biegać? – spytała dziewczyna. – A Kuba zawsze stawia mi ciebie za przykład. Jestem zbyt leniwa, żeby trenować.
- Może ja również stałam się zbyt leniwa. A może zmęczona, nie wiem. Lubię biegać, ale nie muszę tego robić codziennie.
- Jestem za rutyną. Kiedy się z niej wypadnie, to trochę tak, jakby wykoleił się pociąg, który bezpiecznie jeździ po szynach. – Mężczyzna ze zdumieniem wsłuchiwał się we własny głos.
- Czasem zabawniej jest zrobić coś nieprzewidywalnego. – Kuba sięgnął po butelkę. – Komuś jeszcze porto?
Czuje się jak we własnym domu, pomyślał z niesmakiem mężczyzna, potrząsnął głową i wstał.
- Przepraszam, pójdę już do siebie.
Podał kolejno rękę gościom i zamknął się w swoim pokoju. Po chwili na tyle pochłonęła go lektura, że nie słyszał ani muzyki, ani ożywionych głosów i śmiechów zza ściany. Podobnie jak nie słyszał głosów, nie zwrócił uwagi na ciszę. Dopiero pojawienie się żony przeniosło go z powrotem do rzeczywistości.
- Mógłbyś wymyślić jakiś pretekst. Że masz pilną pracę albo coś w tym rodzaju. – Była rozżalona.
- Wiesz, że nie kłamię. Dlaczego miałbym to robić?
- Żeby poczuli się lepiej.
Mam to gdzieś, pomyślał. Może coś jest ze mną nie tak, że mam to gdzieś, ale taka jest prawda.
- To hipokryzja, nie sądzisz?
Przyglądał się jej, jak zdejmuje spodnie i bluzkę, za chwilę zniknie w łazience, a on będzie mógł jeszcze chwilę poczytać.
- Nie obchodzi cię, co myślą inni, tak? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Obchodzisz mnie ty, czy to nie wystarczy?
Zmarszczyła brwi, sięgając po kieliszek. Dopiero teraz zauważył, że go przyniosła ze sobą.
- Masz też ochotę? – Złapała jego wzrok.
- Nie.
Patrzył na jej długie mocne nogi i mały trójkącik niebieskich majteczek. Zauważył, że jest opalona.
- Chodzisz do solarium? – spytał ze zdumieniem.
- Od tygodnia – przyznała.
- Nic nie mówiłaś…
- Wolałam, żebyś sam zauważył. – Podeszła bliżej. – No, zostaw tę książkę. – Pochyliła się nad nim.
- Nie myjesz się?
- Później… Chyba że nie będzie mi się chciało. – Roześmiała się nagle i usiadła mu na kolanach.
Lubił się z nią kochać. Wiedzieli, co ich kręci i w jaki sposób najmilej i najszybciej dotrzeć do celu.
Leżeli potem, trzymając się za ręce, aby jak najdłużej zatrzymać bliskość, nie przeszkadzając sobie nawzajem w przekraczaniu granicy między rozkoszą a odpoczynkiem.
- Chciałbyś wiedzieć, czy jutro będę biegać? – szepnęła.
Mruknął w odpowiedzi coś, co mogła zinterpretować zależnie od oczekiwań.
- Będę. Pojutrze też. Ale potem któregoś dnia znów nie.
- Dlaczego chodzisz na solarium? – Oparł się na łokciu. – To niezdrowe.
- Chciałabym trochę pożyć niezdrowo – oznajmiła. – W bałaganie i w ogóle… - wykonała nieokreślony ruch wolną ręką.
Za dużo wypiła, pomyślał mężczyzna, puścił jej dłoń i zgasił światło.
- Nie zniósłbyś czegoś takiego, prawda? - Usłyszał tuż przy uchu.
- Raczej nie – przyznał.
- No właśnie, to co z tym zrobimy? – W ciemności jej pytanie zabrzmiało wzruszająco bezradnie, ale mężczyzna poczuł zimną strużkę strachu na plecach.
- Najlepiej zapomnijmy o tym. Zapomnijmy, co przed chwilą powiedziałaś. Śpij już.
Raczej poczuł niż zobaczył, jak się podnosi.
- Wezmę prysznic – dobiegło spod drzwi.
Po powrocie pachniała mydłem, którego nie znał. Trzymając ją w objęciach, aby odgonić nocne mary, starał się puścić w niepamięć cały ten dzień. Jutro wszystko wróci do normy, przemknęło mu przez głowę. Każdemu czasami odbija, tłumaczył ją po swojemu, chociaż natychmiast dopadała go myśl, że jemu to się jednak nie zdarza.

 

 

Design Marta Maro